Triathlon w Przykonie – relacja Macieja Czarnoty

Zawody w miejscowości Przykona odbyły się w tym roku po raz pierwszy. Ich głównym organizatorem był Pan Tomasz Brett, który od wielu lat zapraszał triathlonistów na bardzo sympatyczny wyścig, a raczej festiwal wyścigów do Ślesina. Od tego roku postanowił zmienić lokalizację oraz formułę – zabrakło aquathlonu, natomiast pojawiły się biegi oraz starty na dystansach sprinterskim i olimpijskim. Zgodnie z ustalonym z Ludwikiem kalendarzem startów, wziąłem udział w wyścigu na klasycznym dystansie 1,5-40-10 i był to mój pierwszy triathlon w tym sezonie.

Pływanie na dwóch rundach w Zalewie Przykona było stosunkowo trudne ze względu na spory wiatr i fale, przyjemne natomiast było to, że w końcu miałem okazję przepłynąć się w otwartym zbiorniku, w którym woda nie była obleśnie brudna. Rower przez 90% czasu w strugach ulewnego deszczu i przy temperaturze 14 stopni, ale za to bardzo dobry w moim wykonaniu (1:00:31 i pierwszy czas). Bieg niesamowicie nudny, monotonny i dobijający psychicznie, ale za to szybki.

Jeśli chodzi o trasę zawodów, można powiedzieć, że jest zupełnie niespektakularna, ale szybka i położona w sporym oddaleniu od większych skupisk zabudowań, dzięki czemu organizatorom i policji udało się ją bardzo dobrze zabezpieczyć i zapewnić niezakłóconą rywalizację zawodnikom. Jej zaletą było to, że pływanie i bieg odbywały się na dwóch pętlach, zaś etap kolarski – czterech, a dzięki temu kibice mogli cały czas obserwować rozwój sytuacji na trasie.

Pod względem organizacyjnym było co do zasady ok, aczkolwiek na miejscu infrastruktury nie ma ŻADNEJ. Mimo to zawodnicy mogli czuć się dobrze „zadbani” i raczej nikomu niczego nie brakowało – był ciepły i dobry posiłek regeneracyjny, dużo owoców, bufet na trasie biegowej, prysznice i niezłe nagrody. Na pewno gorsze odczucia mają kibice – mi i Mai towarzyszyła ich dość liczna grupa i poza atrakcją w postaci oglądania wyścigu, nie było tam dla nich nic, nawet przysłowiowej ciepłej herbatki. Totalnie nic. To jest wielki minus tych zawodów. Nie rozumiem też postawy niektórych osób z obsługi, które na normalne pytania odpowiadały tak, jakby ktoś zrobił im coś złego. Naprawdę nieodgadnioną zagadką jest dla mnie to dlaczego ludzie bywają niesympatyczni w takich w gruncie rzeczy miłych okolicznościach. Nie byli też szczególnie obeznani w tematyce, bo Pani, która obsługiwała wchodzenie do strefy zmian i której powiedziałem, że stoi w niej rower do jazdy na czas (zawody z draftingiem), zrobiła wielkie oczy i kompletnie nie wiedziała o czym mówię.

Będąc przy wyliczaniu negatywnych stron imprezy w Przykonie, pozwolę sobie zauważyć, że na nie ma większego sensu wmawiać zawodnikom podczas odprawy, że asfalt na etapie kolarskim jest idealnie gładki, podczas kiedy na najszybszym odcinku trasy, gdzie prędkości dochodzą do 46-47km/h jest sporo poprzecznych nierówności, a w dalszej części kilkusetmetrowy fragment asfaltu tak chropowatego, że człowiek czuje się tam, jak na dobrym flandryjskim klasyku. Oczywiście, że byłby to fajny chwyt reklamowy, ale w dniu zawodów nikt się raczej nie wycofa jeśli zostanie ostrzeżony, że jest kilka miejsc, w których trzeba uważać i mocniej trzymać kierownicę – szczególnie kiedy pogoda jest tak bardzo niesprzyjająca (w okularach nic nie widać, a bez okularów ma się tonę piachu i litry wody w oczach więc nie widać każdej nierówności).

Nie chciałbym jednak, aby wydźwięk mojego opisu był negatywny – bawiłem się bardzo dobrze, a powyższe uwagi mają charakter konstruktywny – miejmy nadzieję, że w przyszłym roku będzie zdecydowanie lepiej.

Mój występ Przykonie wypadł bardzo dobrze, zająłem 7 miejsce open, wygrałem kategorię i wykręciłem super czas: 2h 10min 46s, a przy okazji zaliczyłem najszybszy ze wszystkich czas na rowerze i pobiłem swój rekord życiowy w biegu na 10km. Podobnie zadowolona z siebie może być Maja Pakuła, która również wygrała kategorię wiekową i zdecydowanie poprawiła życiówkę na dystansie olimpijskim. Chciałbym jej bardzo serdecznie pogratulować świetnej postawy, odważnej jazdy na rowerze i szybkiego biegu, na którym wyglądała bardzo świeżo i lekko.

Ogólnie rzecz ujmując, będę te zawody wspominał dobrze i zapewne wrócę na nie za rok. Głównie ze względu na szybką trasę i bardzo niską, jak na dzisiejsze standardy, opłatę startową. Mam tylko nadzieję, że organizatorzy nabiorą trochę więcej polotu, a przy okazji bardziej rozreklamują swoją imprezę bo myślę, że drzemie w niej niewykorzystany potencjał.

Maciek

P.S. Warto dodać, że w zawodach wystartowała również chuda Majka Pakuła. Zajęła rewelacyjne drugie miejsce w swojej kategorii wiekowej! Co więcej, Maja lubi Minionki 😉

Zdjęcia wykonała czołowa polska fotograf i obieżyświat koncertowy Sara Bul